Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Jeszcze o „Bermanówce”

autor: Danuta Zasada

We wrześniowej „Gazecie Otwockiej” przeczytałam ciekawy artykuł napisany przez panie: Elżbietę Chudzicką i Barbarę Dudkiewicz o „Bermanówce”.

Wiele tajemnic, również mrocznych, kryje się wokół tego budynku. Zapewne nigdy nie zostaną odkryte. Jako osoba pracująca w „Bermanówce” przed blisko pół wiekiem chcę podzielić się swoimi wiadomościami.

Byłam od 1952 r. zatrudniona w Sanatorium dziecięcym dla chorych na gruźlicę kostno-stawową przy ul. Reymonta, zwanym „Wioską Szwajcarską”. Zabudowania – szereg drewnianych pawilonów wyposażonych we wszelkie wygody były darem Szwajcarów dla chorych dzieci polskich. Obecnie na tym terenie powstaje nowoczesne osiedle mieszkaniowe.

„Bermanówka” i „Anielin” – rozległy budynek według informacji, jakie miałam, zbudowany został przez marszałkową Aleksandrę Piłsudską dla sierot po legionistach (obecnie Szkoła Pielęgniarska) – zostały przyłączone do „Wioski Szwajcarskiej” w 1956 r. jako jej filie. Oddziały te istniały do 1965 r., a więc aż 9 lat! Byłam pierwszym lekarzem prowadzącym 62-łóżkowy oddział dla małych dzieci w „Bermanówce”. Siostrą oddziałową (dobrym duchem i organizatorką) była pielęgniarka dyplomowana Maryla Lewiecka. Prócz nas pracowało jeszcze kilka pielęgniarek, salowych, wychowawczynie oraz palacz, ogrodnik i pracownik terenowy w jednej osobie.

Dom był piękny, a jego wnętrze jeszcze piękniejsze, zupełnie nowe, bez śladów eksploatacji. Przed przebudową znacznie piękniejsze niż obecnie. Na parterze była jedna duża sypialnia z przylegającą łazienką, 3 pokoje połączone ze sobą składanymi drzwiami, kuchnia, pokój służbowy, rozległy taras, duży hall, z którego schody prowadziły na górę. Tam były 3 pokoje, 2 łazienki i mały balkon. Znakomite było wykończenie stolarki, łazienek i różnych detali.

Zatrudnieni u Bermana – gosposia, p. Małkowska i palacz, p. Józef Kicman prosili o zatrudnienie ich nadal w „Bermanówce” jako pracowników sanatorium. Dyrekcja na to przystała. Pracownicy ci byli dla nas źródłem ciekawych informacji. Lojalni wobec poprzedniego pracodawcy nigdy nie krytykowali, ale szybko się z nami zaprzyjaźniwszy chętnie mówili o życiu w domu i jego zwyczajach. Według nich Jakub Berman z żoną lekarką – dentystką mieszkał tu tylko 11 dni. Jeździli do pracy do Warszawy. Po powrocie i posiłku żona Bermana codziennie chodziła do lasu na grzyby, które zaraz po zebraniu przyrządzały razem z gospodynią. Służby było 7 osób: gosposia, palacz-ogrodnik i 5 ochroniarzy.

Ponieważ Berman bardzo się o siebie bał, 2 z nich było przy nim bez przerwy w dzień i w nocy. Nocowali z nim w sypialni na parterze. W 1956 r. po 11 dniach zamieszkiwania tu Jakub Berman z żoną został zmuszony do opuszczenia domu. Jakoby miał po niedługim czasie wyjechać do Izraela.

Co do marszałka sejmu Kowalskiego, potwierdzam informacje p. dr. Mariana Gągały i p. Andrzeja Kicmana, że nigdy w „Bermanówce” nie mieszkał. Jakiś czas mieszkał w willi Majdiego przy ul. Narutowicza, gdzie była potem Centralna Apteka Sanatoryjna, prowadzona przez szereg lat przez zasłużonego mgr. farmacji Stanisława Bocheńskiego.

W 1965 r., dzięki wielkiemu wysiłkowi i operatywności ówczesnego dyrektora Sanatorium dr. Jerzego Sowińskiego – jednego z najznamienitszych polskich ortopedów, zakończono wznoszenie większości zespołu budynków nowoczesnego szpitala ortopedycznego przy ul. Konarskiego (obecnie szpital nosi imię Adama Grucy). Przeniesiono tam pacjentów i personel z „Wioski Szwajcarskiej”, „Anielina” i „Bermanówki”. Tak więc „Bermanówka” jako oddział Sanatorium ortopedycznego „Wioska Szwajcarska” miał swoją 9-letnią historię, która przez osoby p. Małkowskiej (imienia niestety nie pamiętam) i p. Józefa Kicmana łączy się z historią pobytu w tym domu Jakuba Bermana.