Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Kolonia Marysin Kazimierzówek

autor: Barbara Dudkiewicz

Dzisiejsza posesja przy ul. Konopnickiej 13 to tylko jedna trzecia dawnej dużej i pięknej parceli o dźwięcznej nazwie Kolonia Marysin Kazimierzówek, która na początku XX wieku została wydzielona z Willi Otwockich.  

Kolonia liczyła prawie dwa hektary i sięgała według planu przysięgłego geodety Zygmunta Majewskiego z 1923 r. – od ul. Piłsudskiego (dawna Królewska) do ul. Kilińskiego, Krasińskiego i Konpnickiej. Wokół Kolonii Marysin rozciągały się grunty Marii Antoniny Jankowskiej (od ul. Piłsudskiego), Sary Segadłowicz (od Konopnickiej), Markusa Wertheima i Antoniego Wójcickiego (dziś za ul. Kilińskiego oraz od dzisiejszej ul. Krasińskiego) – dawne grunty Dóbr Glinanka (to już dzisiejszy Śródborów).

Zachował się dokument z 1924 r. stwierdzający zakup ziemi z Kolonii Marysin przez posiadaczkę sąsiednich dóbr – p. Marię Jankowską. Za kwotę 2.500 zł dokupiła ona z Marysina drugą połowę posiadanej już działki. Pierwszą nabyli wspólnie z mężem Kazimierzem w 1914 r. W 1929 r., na dziesięć lat przed wybuchem wojny Izaak Majer i Frajna młż. Prywes sprzedali 8785 m2 ziemi z kolonii Marysin czterem osobom, prawdopodobnie rodzinie. Byli to: Chaja Bajla vel Helena Bieżyńska z domu Fon oraz jej mąż Władysław Bieżyński, siostra W. Bieżyńskiego - Mariel vel Maria z Bieżyńskich Oppenchaum oraz córka Mirel (w innym dokumencie - Hindla) Rozenfeld. Posiadłość nabyli wszyscy równo po jednej czwartej. Transakcja odbyła się 17VII 1929 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Nowi właściciele za zakupioną działkę zapłacili 4000 dolarów USA. Jak wynika z dalszych dokumentów, posiadali ją niezmiennie do 1961 r., kiedy to władze miasta Otwocka przejęły ją na własność przez zasiedzenie. Jaki los spotkał tych czworo między 1939 a 1945 rokiem, nie udało mi się ustalić. W przeciwieństwie do wielu ksiąg wieczystych księga Kolonii Marysin Kazimierzówek kończy się na roku 1939. Udało mi się ustalić, że małżonkowie Bieżyńscy mieszkali w Warszawie przy ul.

Świętokrzyskiej i najprawdopodobniej wszystkie trzy domy znajdujące się pod numerem 13, na działce liczącej 8785 m2, po łożonej na terenie pagórkowatym, zalesionym, wynajmowali letnikom i nie tylko latem.

Na działce stoją do dziś malownicze, względnie zadbane dwa bliźniacze domy oraz trzeci – nieco inny – posiadający dziś dobudówki. Mieszkania w tych dwóch bliźniaczych domach są piękne, przestrzenne, wysokie z werandami, tarasami, choć domy są drewniane i otynkowane. Jak twierdzi pani Jolanta Kołyga – Szmidt, była szefowa „Gazety Otwockiej”, która zajmuje tam odziedziczone po rodzicach mieszkanie. W ścianach tych domów znajdują się poczciwe otwockie kolki sosnowe, stosowane nagminnie jako materiał ocieplający w tamtych latach. Dziś po kolkach pozostał pył, który sypie się, gdy dotknie się czegokolwiek. Domy były pobudowane we wczesnych latach 30. XX wieku z przewidywanym pełnym okresem wydolności technicznej na 50 lat. Stoją już prawie 80 lat... Budowano je bardzo szybko, tak by inwestycja zwróciła się jak najszybciej. Prawie wszystkie księgi wieczyste z tamtych lat zawierają głównie klauzule i rygory zaciągniętych długów – zdumiewają- co wysokich i branych często, dla których pokryciem były owe ziemie i domy. Po wojnie posesja przy ul. Konopnickiej 13 stanowiła mienie opuszczone, do którego wprowadzali się lokatorzy. W taki sposób wprowadziła się do swojego mieszkania rodzina p. Jolanty Kołygi–Szmidt.

Ojciec p. Jolanty zamienił się z ówczesnym wiceburmistrzem Otwocka Józefem Jankowskim na ten lokal zostawiając w zamian mieszkanie przy ul. Reymonta. Umowa najmu, pieczołowicie przechowywana przez panią Jolę, nosi datę 5 IV 1949 r. Pani Jola wspomina, że w domu były dwa wejścia, od frontu i dla służby. Łączyły je pośrodku korytarza piękne uchylne, zdobione kolorowym szkłem drzwi. Dziś nie ma już po nich śladu. W jej lokalu i podobno nie tylko nad korytarzem kuchennym znajdowały się specjalne antresole urządzone na sypialnie dla służby. Wchodziło się tam po drabinie.

Mieszkania były wyposażone w wysokie piece kaflowe i kuchnie na opał. Dlatego mogły być wynajmowane nie tylko latem. Pomimo że przedwojenna własność żydowskich obywateli naszego miasta stanowiła w 1945 r. – w rozumieniu powojennych przepisów – mienie opuszczone, to własność jako taka nie mogła być uregulowana prawnie, dopóki nie nastąpiło tzw. zasiedzenie. Świadczy o tym dokument z 19 III 1959 r., w którym PMRN w Warszawie upomina się od przedwojennych właścicieli o sumę 47.929 zł za niezapłacone podatki.

W 1961 r. Skarb Państwa przejmuje przez zasiedzenie, na mocy postanowienia Sądu Powiatowego w Otwocku, cały teren i wszystkie trzy budynki. Od 1998 r. zgodnie z Ustawą o samorządzie terytorialnym, całość przechodzi na własność gminy Otwock. W tej chwili lokatorzy dostali od Urzędu Marszałkowskiego propozycję wykupu zajmowanych przez siebie lokali. Ponieważ od lat wszystkie trzy budynki pozostawały pod zarządem (dzisiejszego) Mazowieckiego Centrum Chorób Płuc i Gruźlicy – zarządca zwrócił się o odpowiedź do 5 listopada 2003 r.

Po wojnie - wspomina pani Jolanta Kołyga–Szmidt - we wszystkich budynkach mieszkali pracownicy sanatorium im. Buczka. Byli to głównie ludzie z prowincji, którzy dostali tu pracę i mieszkania. Dozorcy, kucharki, praczki, ale nie tylko. Obok pani Joli mieszkał znany otwocki poeta Witold Oliwa razem z żoną Romą, która była pielęgniarką. Oboje pracowali w sanatorium. Teren był wypielęgnowany, klomby, aleje, ozdobne krzewy. Pod opieką Stanisława Wałachowskiego, który pełnił rolę gospodarza, pozostawały także: chlew, stajnia, parowozownia itd. Z pań pracujących w kuchni pani Jola wymienia nazwiska pani Wałachowskiej, pani Wochowej i pani Ziemińskiej. Do dziś w mieszkaniu po rodzicach mieszka syn państwa Oliwa – Igor.

We wszystkich trzech domach mieszka ponad 30 osób. Te rodziny tworzą nową rzeczywistość miejsca naznaczonego historią, będącego niewątpliwym reliktem przeszłości naszego miasta. Ale te domy żyją! Bo żyją w nich ludzie. A tam, gdzie żyją ludzie – w domach żyją dusze.