Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Krótki żywot szkoły

autor: Stanisław Zając


Czy historia Otwocka ma swoje „ białe plamy”, nieznane nikomu wydarzenia z dziejów miasta? Z pewnością tak. W otwockim archiwum szukając materiałów do dziejów oświaty natknąłem się na dokumenty o szkole niemieckiej podczas drugiej wojny światowej. Pytałem o tę placówkę kilka osób znających dobrze okupacyjną przeszłość naszego miasta. Nikt z moich rozmówców nie słyszał o niemieckiej szkole w Otwocku. W archiwalnych dokumentach pozostały jednak czytelne ślady. Obejmują dziesięć miesięcy 1940 roku. Zgromadzone są głównie w teczce opatrzonej sygnaturą 949.
 
Już 1 stycznia (!) Kreishauptmann (starosta) powiatu warszawskiego zarządził, aby Zarządy wszystkich miast i gmin w ciągu tygodnia dostarczyły (przez specjalnego wysłannika) informację o liczbie dzieci narodowości niemieckiej. Spełniając to zarządzenie burmistrz Otwocka Jan Gadomski przekazał informację: donoszę, że nauczycieli niemieckich szkół powszechnych w Otwocku nie ma. Dzieci narodowości niemieckiej w wieku szkolnym (od 6 do 13 rok. życia) - znajduje się 18. 
Burmistrz otrzymał nakaz znalezienia właściwego lokalu. 14 marca starosta przysłał pismo informujące, iż „dla mającej być w najbliższym czasie otwartej szkoły niemieckiej w Otwocku zostanie nauczyciel Gerhard Brauns przydzielony (podaję we własnym przekładzie oryginału niemieckiego). Władze Otwocka chciały solennie wywiązać się z nakazu. 30 marca burmistrz Gadomski pisał do Kreishauptmanna: Donoszę, że dla szkoły niemieckiej upatrzone zostały dwa lokale, jeden przy ul. Karczewskiej N. 31, budynek obszerny, w którym uprzednio mieściła się szkoła, drugi przy ul. Żeromskiego N. 10, znacznie mniejszy. Mieszkanie dla nauczyciela może być urządzone w tym samym budynku, gdzie i szkoła. Rzecz charakterystyczna, burmistrz nie precyzował, iż w pierwszym ze wskazanych obiektów mieściła się szkoła żydowska („dwójka”). Wiosną 1940 r. – jak wynika z innego dokumentu – budynek ten znajdował się w gestii Rady Żydowskiej, przewidziany był dla przesiedleńców. Ostateczną decyzję co do lokalizacji placówki miał podjąć radca szkolny, Pratscher. Wybrał willę przy ulicy Żeromskiego. Szkoła została uruchomiona 3 maja. Kilka dni później burmistrz Gadomski relacjonował: ... został również zakupiony portret Kanclerza Rzeszy. Ponadto na skutek prośby nauczyciela Zarząd Miejski dostarczył fortepian, całkowite urządzenie szkoły, oraz przeznaczył dla nauczyciela zamiast jednego pokoju dwa umeblowane pokoje z kuchnią, zaś drugie dwa pokoje z kuchnią są zarezerwowane dla ewentualnego użytku szkoły. Zostały dokonane również niezbędne reperacje wewnątrz budynku. Gerhard Brauns był bardzo wymagający; zażądał jeszcze wyeksmitowania dozorcy willi i zaangażowania (na koszt miasta) nowego, który znałby język niemiecki. Ponadto chciał, aby na terenie posesji szkolnej wybudować boisko sportowe. Właścicielką willi przy ul Żeromskiego 10 była M. Wiśniewska-Kahan, lekarz dentysta. Wiemy o tym, gdyż Brauns na drukach jej recept pisał swoje żądania do władz otwockich. 
 
Wkrótce dokonała się zasadnicza zmiana. Burmistrz Jan Gadomski pisał do powiatowego radcy szkolnego: wobec większej niż przewidywano frekwencji dzieci oraz na prośbę nauczyciela (...) oddałem do użytku inny większy budynek (ul. Legjonów 2) zaliczany do najpiękniejszych domów w Otwocku. Zastanówmy się nad tymi motywami. Jaka była frekwencja? Znane już nam pismo informowało o osiemnaściorgu dzieciach niemieckich. Czy ich liczba w ciągu kilku miesięcy wzrosła? Chyba nie - inny dokument (z września) wspomina, iż zamówiono 17 książek Adolfa Hitlera oraz 16 książek „Deutschland („Niemcy”). Chyba że każda z tych książek przeznaczona była dla innego ucznia. Bardziej realną przyczyną była chyba „prośba” (nie do odrzucenia) ze strony nauczyciela Braunsa. Dom przy ul. Legionów 2 był nie tylko jednym z najpiękniejszych, ale i najbardziej znanych gmachów w Otwocku. Zbudował go były burmistrz Michał Górzyński - zasłużona, lecz tragiczna postać w dziejach Otwocka. Po śmierci Górzyńskiego jego żona założyła w willi pensjonat „Lolita”. Teraz (wiosną 1940 r.) właścicielką domu była Jolanta Birnbaum. Odpowiadając na wniosek Zarządu Miasta pisała 16 maja: ... wyrażam niniejszym zgodę na umieszczenie tej szkoły w rzeczonym domu, nie żądając jakiegokolwiek wynagrodzenia tytułem komornego. Kolejne zdanie odsłania inny szczegół dotyczący budynku: Jednocześnie uprzejmie proszę o łaskawe nieściąganie ze mnie kosztów reperacji uszkodzeń instalacji wodociągowej wynikłych z powodu opróżnienia domu w grudniu z.r. podczas mrozów. Burmistrz Jan Gadomski przedstawiał władzom powiatowym walory nowej lokalizacji: Szkoła znajduje się w ogrodzie, pieczę (n)ad którym sprawuje miejski ogrodnik. Dostarczone zostały do szkoły (...): ozdobny portret Kanclerza Rzeszy oraz wszystkie przedmioty i umeblowanie wskazane przez Kierownika Szkoły, jak również umeblowanie dla mieszkania (4-pokojowego) nauczyciela. (...) Zamówiony został na koszt miasta szyld z napisem oraz obstalowana flaga i maszt. Obecne położenie szkoły jest o tyle dogodne, że w odległości 300 m znajduje się park miejski z boiskiem tenisowym oraz placem na ewentualne ćwiczenia. Argumenty te spodobały się władzom powiatowym. Burmistrz Gadomski otrzymał dyskretną pochwałę. Natomiast Gerhard Brauns nie ukrywał swojego zadowolenia z wielu szczegółów. Intensywnie korespondował z Zarządem Miasta, pisząc często na małych kartkach z „wydzieranego” kalendarza. Wskazywał, że: szyld został źle zamocowany, tablica jest za mała, ogrodnik nie dba o koszenie trawy, salę lekcyjną niedokładnie pomalowano, brakuje środków czystościowych, zginął klucz od zegara, drzwi się nie zamykają, piec nie jest w porządku, nawet kufer podczas przewożenia z dworca został uszkodzony... Zażądał od magistratu również dostarczenia flagi, która miała być wciągnięta na maszt z okazji zwycięstwa nad Francją. 
Zapędy i mentorstwo Braunsa szły daleko. Między żądaniem dostarczenia mapy ściennej (Niemiec albo przynajmniej Europy) a niecierpliwym zapytaniem (kiedy wreszcie przyjdzie ślusarz?) zdobywa się na ogólniejsze pouczenie, wykraczające poza otwockie realia. Pisze: Przez dwadzieścia lat polska Republika nic dla tutejszego narodu niemieckiego nie zrobiła, słusznie byłoby więc gdyby teraz polskie gminy więcej się zaangażowały (podaję we własnym przekładzie według oryginału niemieckiego). Czy irytacja ta świadczyła o tym, iż władze Otwocka nie „angażowały się” należycie w niemieckie dzieło oświatowe, czy wynikała tylko z mentalności autora? 
We wrześniu Brauns zażądał zakupu kroniki szkolnej oraz maszyny do liczenia. Wskazywał na konieczność dostarczenia węgla: Sala jest tak zimna, że nie można długo w niej wytrzymać. Wskazywał na stare problemy – brak środków czystościowych, znowu problemy z kluczem do zegara... Pisał, iż szkoła niemiecka jest gorzej traktowana przez Zarząd Otwocka niż placówki polskie. Ponownie groził osobistą skargą u Kreishauptmanna z powodu tych przewinień. Nie zdążył zrealizować tych zamysłów. We wrześniu urywają się informacje o szkole niemieckiej w Otwocku... W innej teczce archiwalnej, dotyczącej oświaty polskiej, nieoczekiwanie znajduje się częściowe wyjaśnienie tej sytuacji. Jest to jednozdaniowa informacja (w języku niemieckim) z października 1940 r. (dokument nie zawiera daty dziennej). Burmistrz Jan Gadomski pisze (można się domyśleć, że z poczuciem olbrzymiej ulgi) do Kreishauptmanna: W załączeniu przesyłam akta i pieczęć „Szkoła Niemiecka” z Otwocka, które pan dr Brauns w Zarządzie Miasta pozostawił. 
Dzieje szkoły niemieckiej trwały tylko kilka miesięcy. Dlaczego przestała istnieć placówka, którą powołano z dużym pośpiechem i zaangażowaniem władz Otwocka? Być może związane jest to ze zmianą ogólnych zasad polityki narodowościowej w Generalnej Guberni? Można przypuszczać, że ludność niemiecka wyjechała z Otwocka. A budynek przy ul. Legionów 2? Podobno został przejęty przez gestapo...