Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Lista Sendlerowej

autor: Irena Sarnecka-Derkacz

Pod takim tytułem program 2 TVP wyemitował w kwietniu spotkanie z p. Ireną Krzyżanowską-Sendlerową, która w czasie okupacji w latach 1941-43 jako żołnierz AK i działaczka organizacji „Żegota” uratowała około 2.500 żydowskich dzieci, od niemowląt do 14 lat.

 
Osobiście i z pomocą innych ludzi wyprowadzała je z getta i rozsyłała po Polsce, umieszczając w polskich rodzinach, sierocińcach, domach zakonnych itp. Osobiście spisywała nazwiska i dane dotyczące miejsc i okoliczności ratowania tych dzieci. Sporządzone listy zakopywała w szklanych słojach pod drzewami w sadzie, w sobie znanych miejscach. Te listy umożliwiły po wojnie odszukanie i poinformowanie dzieci o ich przeszłości i pochodzeniu. Dziś jest znana. Szczególnie w USA, gdzie wystawiana jest w szkołach sztuka teatralna napisana o Niej i o tym, czego dokonała. Nomen omen zbieżność nazwiska ze sławnym filmem „Lista Schindlera” sama podpowiada temat. 
 
Tak się składa, że p. Irena Sendlerowa ma bardzo bliskie powiązania z Otwockiem, gdzie spędziła dzieciństwo. Ojciec jej, dr medycyny Stanisław Henryk Krzyżanowski ur. w 1877 r. po uzyskaniu dyplomu osiadł w Otwocku. Był asystentem szpitala Św. Ducha w Warszawie, asystentem w sanatorium dr. Geislera w Otwocku oraz właścicielem małego prywatnego sanatorium. Bardzo zaprzyjaźniony z (moją) rodziną Czaplickich był wraz z dr. Władysławem Czaplickim gorącym propagatorem leczniczych właściwości klimatu otwockiego oraz wybitnym działaczem na rzecz społeczeństwa i miasta. Był przewodniczącym Koła Macierzy Polskiej, wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Otwocka (po założeniu go w 1911 r. za pierwszej prezesury dr. Wł. Czaplickiego). Był też wiceprzewodniczącym Otwockiej Rady Opiekuńczej. Zmarł 10.II.1917 r. w Otwocku. Dla malutkiej Irenki Krzyżanowskiej córka dr. Czaplickiego (moja matka) - śliczna „Lilka”, była „idolką” i jako parę lat starsza - wzorem do naśladowania.
 
Kiedy po śmierci ojca rodzina Krzyżanowskich wyjechała z Otwocka, pani Irena straciła kontakt ze światem swojego dzieciństwa. W 1997 r. Irena Krzyżanowska-Sendlerowa, dziś osoba w podeszłym wieku, dostała za pośrednictwem p. Jolanty Barańskiej wydany pod patronatem Prezydenta Otwocka p. A. Zyguły tomik poetycki „Wiersze wybrane”, którego jestem autorką, i dowiedziała się, że jestem córką „ukochanej Lilki”. Zaczęła się korespondencja, listy, życzenia. Napisała mi, że nie tylko lubi czytać moje wiersze, ale że są dla niej źródłem uspokojenia i pociechy w bólu po stracie syna, który zmarł niedawno, a wiersz „Do Otwocka” (w którym piszę o rodzinie Czaplickich) tchnieniem nadziei na spotkanie w lepszym świecie i wspomnieniem szczęśliwych lat dzieciństwa w Otwocku.
 
Pani Irena pomimo starości emanuje dobrocią, ciepłem i serdecznością dla świata i wszystkiego, co żyje. Jest w pełni władz umysłowych, mądra, wyciszona, pogodzona z przeznaczeniem, ufna w Bogu. Jest patriotką, wyznaje wszystkie najwyższe wartości etyczno-moralne. Jej słowa z ekranu TV: „nie istnieje podział na Murzynów, Żydów, Cyganów, Arabów. Nie istnieją czarni, żółci, biali czy czerwoni! Są tylko dobrzy i źli! Uczciwi i podli!”. Ona naprawdę to wie...
 
Droga Pani Ireno! Na „Gazecie Otwockiej” nie zawiodłam się nigdy. Chciałabym na jej łamach ofiarować zadedykowany Pani mój wiersz „Prośba”. Ten wiersz, choć zaczyna się jak modlitwa, naprawdę jest hymnem na cześć Ziemi, jej piękna, różnorodności, bogactwa. Jest podziękowaniem Stwórcy za życie, którego Pani umiała tak bronić. Za istnienie ludzi takich jak Pani. 
 
“Kto ratuje 
jedno życie 
– ratuje 
cały świat”
 
Dedykuję Pani 
Irenie Krzyżanowskiej-Sendlerowej 
 

 

Prośba
 
Może mnie zechcesz Boże 
z dziedzin swych odprawić,
w martwych otchłaniach czyśćca wystawić na próbę.
Może piekłem ukarzesz. 
Może zechcesz zbawić 
z litością wybaczając 
moje błędy grube.
Cokolwiek postanowisz 
– niech tak mi się stanie –
lecz żyjąc proszę Ciebie 
Wiekuisty Panie,
Wszechmocny Boże, 
błagam ustami drżącymi,
niech dusza ma po śmierci 
zostanie na Ziemi.
 
Niech wzleci, chciwa piękna,
spragniona kolorów,
pozostawiając zewłok 
ciężki i leniwy.
Z wiatrem, w górę, nad sinym 
przesmykiem Bosforu
albo nad stożek Etny 
co się ogniem żywi.
Lekka, wolna 
od siły ciążenia oporów, 
lecąc w błękit radosna,
spadając szczęśliwie.
Niby w zegarze czasu 
swobodne wahadło,
ponad śródziemnomorskie 
ogromne zwierciadło.
 
Niech leci by wschód słońca 
witać opalony
co w minuty na oczach 
swe barwy odmienia.
Wznoszący arkę złotą
nad ludzkie budowy, 
wciąż nowy i radosny, 
jakby w dzień stworzenia.
Z ciemności wyłaniając 
Akropolis stary
zbrojny w zwalonych kolumn 
strzaskane protezy.
Nad piramidy brzmiące 
kapłanów chórami 
aż do wschodnich ogrodów 
pięknej Semiramis.
 
Nad turkusowe głębie 
wielkich oceanów 
w świetle Krzyża Południa 
kontynentów płyty.
Wybrzeża pod palmami
kryte białą pianą 
żaglowce gnane wiatrem
i falą obmyte.
Niezmiennym tańcem wody, 
morza kołysane,
żyjące jakimś własnym, 
oderwanym bytem.
W noc sztormową, 
jak góry piętrzące odmęty, 
co obłąkańczo szarpią 
płynące okręty.
 
Niech leci dusza moja 
na zielone prerie 
z koniem, w pęd oszalały 
co świat w przyszłość niesie.
Na dumnych szczytach Andów 
niechaj lot swój przerwie,
stając na długi popas
w Amazońskim lesie.
Tutaj, w zielonym piekle, 
tak jak kiedyś w raju,
co jest jak niebo piękny 
i jak Ziemia stary,
niech zbuduje ołtarz, 
niby w świętym gaju,
i tu dziękczynne Bogu 
niech składa ofiary.
 
Za wieczny obrót Ziemi 
w jej drodze bez końca, 
przez Wszechświat, wraz 
z gwiazdami w asyście księżyca.
Za życiodajne deszcze
i Zenity Słońca, 
przemienność w porach roku, 
co tak nas zachwyca.
Za mróz co tu w biegunach 
białe lody trzyma, 
za przepastne błękity 
i chmurne zasłony.
Za śniegowe zawieje 
w których tańczy zima.
Za życie!
Boże!
Stwórco!
Bądźże uwielbiony!