Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

MARPE - zapomniane sanatorium

Barbara Dudkiewicz

 

Z wyjątkiem jednego budynku, nie ma już śladu po międzywojennym sanatorium „Marpe” z siedzibą w Otwocku przy ul. Świderskiej 50.

Wybuch wojny we wrześniu 1939 r. skazał „Marpe” na zagładę. Dziś w tym miejscu, na ogromnej parceli, między ulicami Świderską z jednej strony, a Kołłątaja z drugiej – mieści się Specjalistyczny Zakład Rehabilitacyjno-Leczniczy Narządów Mowy – prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety. I choć w różnych publikacjach znalazłam wzmianki o historii „Marpe”, najżywsze wspomnienia o nim odkryłam w pamięci mieszkanki naszego miasta, pani Ireny Witkowskiej.

Pani Irena przybyła do Otwocka w 1924 r. jako niemowlę ciężko chore na bronchit. Matka pani Ireny, Franciszka Pietkiewicz podjęła pracę w „Marpe”. Z czasem zamieszkała na terenie sanatorium i pracowała tam do wybuchu II wojny światowej. Tak więc pani Irena wychowywała się przez 15 lat na terenie sanatorium.

Być może, jak sama twierdzi, jest już jedynym świadkiem tamtej historii. Dzięki uprzejmości sióstr oglądamy dzisiejszy teren dawnego „Marpe”, a moja przewodniczka po historii powtarza co chwilę – To już XXI wiek. Dawna parcela wyglądała tak, jak ten las za ogrodzeniem. Na piaszczystej górce stały dwa domy, zwrócone frontem do siebie i trzeci z boku. Były w nich pokoje pacjentów, personelu, gabinety zabiegowe, stołówka, kuchnia, magazyny, chłodnie. Jesienią zbierało się grzyby, bo teren był dziko zalesiony. Klomby, chodniki były tylko przy budynkach. Ale było czysto, porządnie - mówi pani Irena. - Sanatorium „Marpe” powstało z działalności filantropijnej Żydów łódzkich, czyli fabrykantów – dodaje. - Pobyt łącznie z leczeniem kosztował 100 zł miesięcznie, z czego pacjent płacił 25 zł. Reszta była dofinansowywana.

Sanatoryjni lekarze stosowali z powodzeniem odmę, zastrzyki ze złota i wszystkie nowoczesne, jak na owe czasy, środki leczenia i terapii, łącznie lub przede wszystkim z doskonałym wyżywieniem, które było podstawą leczenia.

- W żydowskim sanatorium musiała być kuchnia koszerna. Żywność sprowadzano ze specjalnych hurtowni i sklepów. Na przykład wędliny kupowano w Otwocku, w sklepie przy ul. Warszawskiej, tam gdzie dziś mieści się fotograf – opowiada pani Irena. - Za lodówki służyło specjalne pomieszczenie w ziemi obłożone lodem.

Sanatorium prowadziło własne gospodarstwo. Był koń, dorożka i bryczka, które służyły do transportu ludzi i rzeczy. Chowano też drób. Ubój rytualny odbywał się, kiedy przyjeżdżał rzezak. Sanatorium mogło przyjąć od 60 do 80 pacjentów.

Personel był nieliczny: ordynator, dochodzący lekarze, kilkanaście pielęgniarek,ogrodnik, woźnica, salowe, kucharka i pomocnice. Była to więc swoista enklawa na terenie naszego miasta.

Marian Kalinowski („Żydzi Otwoccy 1916-42”) podaje, iż Żydowskie Towarzystwo „Marpe” z inicjatywy Abrama Grytzmena zakupiło w Otwocku w 1907 r. willę przy ul. Świderskiej 10, przeznaczoną na Kuchnię Zdrowia dla biednych chorych przebywających w Otwocku.

Działalność tego półsanatorium – pisze pan Kalinowski - rozpoczęła się w 1913 r. W 1924 r. budynki przekształcono w zakład dla chorych na gruźlicę Żydów.

Marpe” mogło pomieścić 65 chorych. W roku 1925 wybudowano nowy pawilon na 70 łóżek. Lekarzem naczelnym zakładu był dr Władysław Przygoda, kolejnymi ordynatorami: dr Marian Zylberbard, dr Maurycy Mojżesz Gliksman, dr Mojżesz Maksymilian Salamon i dr Michał Bloch.

Informator „Otwock-Uzdrowisko” z 1925 r. podaje,że „Marpe” mieściło się na ul. Świderskiej 50 i działało pod egidą Towarzystwa Przeciwgruźliczego.

Zakład na 60 osób z filią w Warszawie na ul. Pawiej 31. Oprócz wymienionych wyżej lekarzy wymienia się także nazwisko dr. W. Wajdenfelda.

Natomiast pan Maciej Świerczyński opowiedział mi o swoim przypadkowym spotkaniu z wnuczką dr Zylberbarda. Rzecz wydarzy ła się kilka lat temu w Śródborowiance: - Podchodzi do mnie młoda kobieta i pyta, czy znałem dr Zylberbarda. Kiedy odpowiedziałem, że bardzo dobrze go znałem zrobiłem na niej ogromne wrażenie. Otóż dr Zylberbard był alergikiem. Często korzystał z usług naszej rodzinnej apteki...

Dramat „Marpe” rozpoczął się we wrześniu 1939 r. To bardzo prawdopodobne, że do 15 września – jak twierdzi pani Irena – sanatorium opustoszało. Niemcy w Otwocku byli już od 10 września – potwierdza pan Maciej Świerczyński. - Na opuszczoną posiadłość „Marpe” rzucili się szabrownicy i rozgrabili wszystko do cna – mówi pani Irena Witkowska. Ona i jej rodzina mieszkali na terenie „Marpe” do grudnia 1939 r. Potem i oni musieli opuścić swój domek. W czasie okupacji przeprowadzali się 12 razy. „Marpe” podzieliło losy otwockiego getta. Znalazło się w jego części miasteczkowej.

Perechodnik (C. Perechodnik „Czy ja jestem mordercą” str. 42 i S. Szymańska „Ludność Żydowska w Otwocku”, str. 74-77) twierdzi, że na terenie byłego sanatorium „Marpe” w czasie okupacji utworzono 15 - łóżkowy oddział epidemiczny.

Dziś wzorowo zagospodarowany przez Siostry ze Zgromadzenia św. Elżbiety teren przykrył swoją schludnością historię „Marpe”. Jednak pamięć ludzka jest cennym dokumentem personifikującym przeszłość.