Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Szwedzi i inni

autor: Stanisław Zając

 U schyłku średniowiecza dla wielu pokoleń mieszkańców Mazowsza trwał czas spokojnej egzystencji połączony z ogólnym rozwojem cywilizacyjnym. Nigdy wcześniej ani nigdy później w dziejach naszego regionu nie było tak długiego okresu – wolnego od jakichkolwiek zagrożeń zewnętrznych. Kim straszono wtedy niegrzeczne dzieci na Mazowszu? Czy “dzikimi” Litwinami (którzy byli już sojusznikami, a później narodem współrządzącym w Rzeczypospolitej), czy może Krzyżakami (którzy stracili swoja potęgę, a później przestali istnieć)?

Tym większym szokiem musiało być dotarcie na Mazowsze fali “potopu” podczas gorącego lata 1655 roku. Losy stolicy mogą stanowić swoistą wizytówkę nieszczęsnej wojny Armia szwedzka potrzebowała tylko kilku tygodni, aby - po przekroczeniu granic Rzeczypospolitej – we wrześniu zająć bez jednego wystrzału Warszawę. Gubernatorem stolicy oraz Mazowsza został feldmarszałek Bengt Oxenstierna. Początkowo okupanci zachowywali pozory prawa - grabieży dokonywano głównie pod pretekstem poszukiwania broni. Po kilku miesiącach, kiedy zamysł podporządkowania sobie całej Polski okazał się nierealny, rabunek stał się istotą szwedzkich działań. Jednocześnie na Mazowszu pojawiły się oddziały partyzanckie, przeciwko którym Oxenstierna kierował ekspedycje zbrojne. W lipcu 1656 roku Szwedzi zostali wyparci ze stolicy. Nie oznaczało to jednak końca “potopu”. Faza przesilania się wojny trwała jeszcze niemal rok. Jeszcze dwukrotnie Warszawa była zdobywana przez najeźdźców. 
Losy stolicy miały swoje – niekiedy jeszcze tragiczniejsze, bo dokonywane z dala od świadków – odzwierciedlenie w sytuacji nieopodal leżących miejscowości. Dynamiczny przebieg konfliktu potęgował straty. Dla mieszkańców wsi i miast dokuczliwa była obecność nie tylko wojsk “obcych”, ale również “swoich”. Obowiązywała przecież zasada: wojna żywi się sama. Oddziałów walczących na Mazowszu nie da się sprowadzić do prostego schematu: Szwedzi – Polacy. Armia Karola Gustawa (szelmy, pludraki, pończoszniki – jak soczyście wyliczał pan Zagłoba) zakończyła niedawno swój udział w krwawym konflikcie europejskim, wojnie trzydziestoletniej. Miała w swoich szeregach wielu obcokrajowców, zwłaszcza Niemców. Po pierwszych niepowodzeniach król szwedzki ściągnął pod Warszawę sojuszników: wojska brandenburskie oraz siedmiogrodzkie (w tych ostatnich byli Węgrzy, Wołosi, Kozacy). Przeciwko okupantom stolicy walczyły oprócz oddziałów polskich również – co zrozumiałe – jednostki litewskie, a także – posiłki tatarskie przysłane przez chana krymskiego. Spokojne przez wieki centrum Mazowsza stało się areną zmagań wojsk ze znacznej części Europy!
Nic dziwnego, że potop stał się katastrofalnym przełomem dla wielu mazowieckich miejscowości. W przeprowadzonych lustracjach często pojawia się zapis: wioska funditus spalona, pożytku żadnego nie czyni. Na takim tle dane dotyczące Osiecka mogą wydawać się niemal optymistyczne. W mieście tym na początku XVII wieku znajdowało się niemal 180 domów oraz 40 rzemieślników zrzeszonych w kilkunastu cechach. Po “potopie” zachowało się 40 domów, przeżyło tylko kilku rzemieślników. Na folwarku użytkowanych było 9 spośród 60 włók . Skutki okazały się długotrwałe i nieodwracalne. Do czasów rozbiorowych Osieck nie odzyskał dawnej liczby mieszkańców.
Następstwa “potopu” dotkliwie odczuły nie tylko warstwy biedniejsze, ale również znaczna część szlachty. Wiele rodzin zmuszonych zostało do sprzedania lub zastawienia magnatom posiadanych od pokoleń majątków. Nieprzypadkowo więc dobra otwockie w drugiej połowie XVII wieku przeszły na własność rodu Bielińskich, zaś dobra wiązowskie (obejmujące m.in. Mlądz, Wólkę Mlądzką, Świerk) przejął w zastaw Jan Krasiński – podskarbi koronny.
“Potop” wart jest uwagi również ze względu na szczególny charakter źródeł, jaki po sobie pozostawił. Królowi szwedzkiemu towarzyszył rysownik, Erich Jonson Dahlberg. Wykonał on wiele szkiców przedstawiających ważne epizody wojny oraz – co może być ironicznym kaprysem historii – układ architektoniczny miast polskich; niektóre z tych miast (np. Pułtusk) zostały zniszczone przez najeźdźców. Szkice posłużyły do sporządzenia miedziorytów zamieszczonych w dziele De rebus a Carolo Gustavo gestis... (Norymberga, 1696). Utrwaliły obraz Rzeczypospolitej sprzed “potopu”. Dahlberg był również autorem mapy Polski (Regni Poloniae), która powinna nas szczególnie zainteresować. W obrębie “Księstwa Mazowieckiego” jako pierwszą miejscowość leżącą na południe od warszawskiej Pragi możemy dostrzec na niej Suida, a więc nasz Świder!
Niemal pół wieku po rozpoczęciu “potopu” Szwedzi ponownie pojawili się na Mazowszu, podczas tzw. wojny północnej. Tym razem występowali w roli sojuszników króla Stanisława Leszczyńskiego, który walczył z Augustem II Wettinem i popierającym go carem Piotrem I. W konflikt - między Lasem i Sasem - zaangażowała się też znaczna część polskiej szlachty. Jedna z konfrontacji obu władców rozegrała się w bliskich nam miejscach. Leszczyński dotarł do Karczewa, zaś August przebywał w Otwocku Wielkim. Tutaj też w lipcu 1705 r. doszło do potyczki między wojskami szwedzkimi i saskimi. Zwyciężyli Szwedzi, zmuszając przeciwników do ucieczki. Wieku z nich utonęło w Wiśle. Ciała ofiar pochowano nieopodal. Miejsce to zaczęto nazywać “niemieckim cmentarzem”. Kilkunastoletnie walki oraz przemarsze wojsk zadały dodatkowy cios zniszczonej już wcześniej gospodarce Mazowsza. Bardzo ucierpiał Karczew.
Obecność Szwedów w naszym regionie wkrótce nabrała charakteru legendarnego. “Okopami szwedzkimi” zaczęto nazywać na Mazowszu różnego typu wzniesienia ziemne, których genezy nie umiano inaczej wyjaśnić. Należały do nich również ślady dawnych, wczesnośredniowiecznych grodzisk.