Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Latowiska

autor: Stanisław Zając

Warszawa jako stolica Priwislinskiego Kraju rozwijała się bardzo szybko. W ciągu jednego pokolenia (od r. 1870 do 1900) liczba jej mieszkańców wzrosła ponad dwukrotnie, dochodząc do 600 tys. osób. Życie miejskie, mimo wielu udogodnień, okazywało się męczące. Jednocześnie, trudno zaprzeczyć, rosły dochody, a także aspiracje mieszczuchów. Pojawił się problem “wolnego czasu”, który można było spędzić poza domem. Bogatsi jeździli do Nałęczowa, Ciechocinka lub zgoła do zagranicznych “badów”. Mniej zamożnym musiały wystarczyć podwarszawskie miejscowości. Nic dziwnego, że dużą popularność zyskała również “linia otwocka”.

Wyjazdy na letniska stały się dla warszawskiej “klasy średniej” prawdziwym rytuałem. Poza snobizmem wyrażały drzemiącą potrzebę bliskości z naturą, w wielu przypadkach rozumianą dosłownie jako czasowy powrót do “kraju lat dziecinnych”. Wskazuje się, iż niekiedy stanowiły też wczesny przejaw - modnej dziś - agroturystyki.
To charakterystyczne zjawisko zostało utrwalone w różnych wspomnieniach, a także w ówczesnej prasie oraz okazjonalnych przewodnikach i informatorach. Zacznijmy od wspomnień p. Jadwigi Waydel-Dmochowskiej opublikowanych w książce Jeszcze o dawnej Warszawie. Dowiadujemy się z nich, iż wiele rodzin wyjeżdżało na letniska całym dworem, czyli zabierając ze sobą pościel i wszelaki sprzęt gospodarczy: rondle, balię, wyżymaczkę, stolnicę, samowar, maszynkę do lodów, maszynkę spirytusową, niekiedy klatkę z kanarkiem. Transport tych wszystkich trudnych do opakowania przedmiotów odbywał się zazwyczaj końmi. Byli tacy specjaliści w każdym kierunku, czy “na Brwinów”, czy “na Otwock”, czy “na Piaseczno”. Rodzinie często towarzyszyła kucharka i służąca. Pan domu dołączał do “familijnych wywczasów” codziennie po południu albo też dojeżdżał dopiero w sobotę.
Różnie pojmowane “rozkosze” podwarszawskich “latowisk” uwiecznił – z właściwą dla siebie łagodną ironią - znany rysownik Franciszek Kostrzewski. Pierwsze zachwyty mieszczuchów bladły przy wielu niedogodnościach. Nic to, żadna szanująca się rodzina nie mogła latem pozostać w mieście. Wypadało więc zaczekać “na wywczasach” aż do września i ... mieć nadzieję, że – pozostawione bez opieki mieszkanie – nie zostało “ze szczętem” okradzione.
Nie dopuszczajmy jednak do siebie tej czarnej myśli. Udajmy się wzdłuż “linii otwockiej” na poszukiwanie “latowiska”. Zaczynamy od Anina. Możemy dojechać tu tramwajem konnym. Dalej znajdują się osady Podkaczy Dół oraz Macierowe Bagno. Nazwy niezbyt atrakcyjne jako wizytówki dla “latowisk”. Jak się później pochwalić wobec sąsiadów? Byłem w ... Nie, zaczekajmy, aż nazwy te zostaną zmienione. Międzylesie oraz Radość – tak, teraz możemy rozważyć, czy tu pozostać. Na razie jednak kierujemy się dalej. Przed nami Falenica, a właściwie to Wille Falenickie, które powstały na obrzeżach folwarku Błota (kto pomyślałby, że za sto lat hierarchia będzie wyglądać inaczej?). Stąd już blisko do osiedla utworzonego przy “półprzystanku Michalin”. Wkrótce Świder. Nad tą rzeką, ale z dala od ludzi, Elwiro Andriolli szukał spokoju. My jednak nie artyści, ale uczciwi buchalterzy i faktorzy. Chcemy więc zatrzymać się blisko przystanku kolejowego. To już Otwock... i jego wille. Od r. 1893 nie musimy błądzić. Mamy bowiem właściwy przewodnik: tytuł – Wille otwockie i warunki pobytu tamże, autor – Edmund Diehl. 
Na razie jeszcze nie wchodzimy w głąb osady. Poznajemy, co może nam zaoferować przyroda i “tubylcy”. Nasz przewodnik zachęca: ... właściwym czasem wyjazdu do willi otwockich jest miesiąc Maj, gdy pączki sosnowe rozpuszczać się zaczynają. Powietrze jest wtedy najaromatyczniejsze, a budząca się do życia natura, bardzo przyjemne robi wrażenie. Obawa wypadkowego obniżenia się temperatury nie jest uzasadnioną, pomimo bowiem chłodnych nieraz nocy, dnie bywają ciepłe, a mieszkania otwockie są z bardzo małym wyjątkiem zaopatrzone w piece. Wprawdzie zdarzają się tygodnie deszczowe, deszcz jednak w tej miejscowości mniej się naprzykrza, niż susza i spiekota, która zwykle w lipcu ma miejsce.
Kiedy więc zdecydować się na przyjazd? Okoliczności jednak, na które przeważnie wpływa ukończenie nauk w zakładach szkolnych, są powodem, że Otwock zaludniać się zaczyna w drugiej połowie Czerwca. Poszukiwania mieszkań w tym czasie są utrudnione, lepsze są już pozamawiane...
Ceny mieszkań? Najwyższe w willach położonych blisko stacji. Liczy się też standard umeblowania. Dla mniej wymagających wystarczy 100 rubli. Wybredni muszą zapłacić 200. Oczywiście, za cały sezon.
Na czyją pomoc można liczyć? ...Wille posiadają zwykle kilka lokalów. Każda willa posiadać powinna stróża, do obowiązku którego leży utrzymanie pokoju około domu, ułatwienie lokatorom przeprowadzki do willi i odbiór korespondencji z poczty.
Jesteśmy już zdecydowani. Jak dojechać? Najdogodniejszą komunikacją do willi otwockich, zarówno przy stacyji jak i nad Świdrem położonych jest kolejowa. Wprawdzie kursują statki parowe przystające niedaleko Karczewa ... jednak niewygodna przystań i nieokreślony czas przybycia statków, często narażają na przykrości. Również trudno zalecać podróż kołową ... za Wawrem... istnieją tylko drogi gminne piaszczyste i niewygodne...
Przyjrzyjmy się więc połączeniom kolejowym. W sezonie uruchamiane są dodatkowe pociągi. Można wykupić też specjalne książeczki pozwalające na tańszy przejazd. Z oszczędzaniem jednak uważajmy. Wprawdzie koszt przejazdu pierwszą klasą wynosi aż 1 rubel, a klasą trzecią – tylko 40 kopiejek, jednak należy liczyć się, że trafimy na niezbyt odpowiadające towarzystwo. Zaczekajmy, może dyrekcja kolei spełni poniższą sugestię: W ogóle byłaby do życzenia pewna segregacja pasażerów 3-ej klasy, jak również usunięcie przekupniów, handlujących w czasie wsiadania do wagonów i nieproszonych artystów, wygrywających rozdzierające uszy melodyje w czasie drogi z Warszawy do Otwocka. 
Co począć, jeśli po zakończeniu sezonu rodzina nie chce wracać do stolicy? Trzeba na stałe osiąść w Otwocku. Podobno zarząd kolei ma zwiększyć liczbę pociągów, więc z dojazdem do pracy w Warszawie nie będzie problemów.
 
 
P.S. Intrygujące jest stosowanie przez Edmunda Diehla wielkich liter przy pisowni miesięcy. Maniera? Zapatrzenie na wzory obce? Czy może uznanie, że to właśnie miesiące rządzą losami Willi Otwockich?