Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Mazowiecki rodowód Na wycieczkę

autor: Stanisław Zając

 

Wielu gości, którzy przyjeżdżali “na letnie mieszkania” do Willi Otwockich, ciekawych było poznanie bliższych i dalszych okolic. Przypominany wcześniej Edmund Diehl opracował nie tylko – jak sugerowałby tytuł jego przewodnika - statyczny opis willi w Otwocku. Szacowny autor może być uważany za prekursora turystyki w naszym regionie. Diehl pisał z ubolewaniem, iż brakuje nam umiejętności wyszukiwania lub wytwarzania rzeczy ciekawych i interesujących tam, gdzie sama natura do ciekawości nie pobudza. Jak rozbudzić tę umiejętność? Gdyby podobna miejscowość, jak Otwock znajdowała się za granicą, wątpić nie należy, że ludzie przedsiębiorczy pozakładaliby (...) mleczarnie, kawiarnie lub piwiarnie, a tworząc miejsca wypoczynku, skróciliby turystom zbyt uciążliwą i odległą drogę...
Póki co, goście otwockich willi nie mieli mapy najbliższej okolicy, zaś amatorzy wędrówek na próżno wypatrywaliby drogowskazów do sąsiednich miejscowości... Edmund Diehl przyjmuje wyzwanie. Nie zakłada ani kawiarni, ani piwiarni. Opracowuje natomiast pierwszy plan Willi Otwockich i mapkę okolic, a także zarys kilkunastu tras wycieczkowych, które można odbywać pieszo, na bryczkach lub korzystając z połączeń kolejowych. W krótkim zapisie możemy odszukać też ślady – jakże często zmienionego dziś – krajobrazu naszych okolic!
Najkrótsze i najłatwiejsze są przechadzki po samym Otwocku. Uczęszczanym miejscem jest “bulwar kolejowy”, dziś na ulicę Warszawską przemianowany, posiadający wyglinowane trotuary... “Słownik języka polskiego” podaje, iż czasownik wyglinić oznacza oblepić, wylepić gliną. W przytoczonym zdaniu chodzi raczej ogólnie o utwardzone chodniki, jako cechę wyróżniającą “bulwar” od innych ulic. 
Autor proponuje kilka - długości około dwóch wiorst - tras w kierunku rzeki Świder. Najbardziej przyjemną i niezbyt nużącą jest przechadzka do mostu kolejowego. Dogodnie wybrać się przez las cienisty - drogą prowadzącą wzdłuż lewej strony plantu kolejowego w kierunku Warszawy. Czyżby więc dzisiejszą ulicą Górną? “Kąpiel” słoneczna podczas wędrówki nie jest wskazana, lepiej wyruszyć rano lub późnym popołudniem. Tych, których męczy przechadzka, na pewno ucieszy projekt urządzenia do Świdra stałej komunikacji konnej lub ułożenia kolejki tramwajowej. Przypomnijmy, jest rok 1893! Można wybrać się też do Brzegów, Bojarowa, Stasinka lub do folwarku “Anielin”. Nieco dłuższa trasa prowadzi przez las w kierunku Świdrów Małych; za nimi w odległości pół wiorsty spotyka się nizki piaszczysty brzeg Wisły, a w oddaleniu i królowę wód naszych, do której Świder i Jagodna licznemi wlewają się strumieniami... 
Inny kierunek wędrówek wyznaczają lasy należące do majątku Glinianka (grzybobranie nie jest wzbronione !). Dalej zaś spotykamy dość wyniosły pagórek, lasem pokryty... Dotarliśmy więc na Meran? Już samo wejście na pagórek opłaca piękny i rozległy widok na uprawne łany Teklinka i Jabłonny, las brzozowy i rozległe łąki...
Spójrzmy teraz na sąsiednie miejscowości. Celestynów wymieniony został jedynie jako punkt docelowy trzywiorstowej wycieczki. Na wypoczynek najlepiej zatrzymać się przy moście kolejowym przez niewielki strumyk rzuconym. Po drodze zaś można spotkać dość znaczne bryły kamienne, zawierające rudę żelaza i wyeksploatowane przestrzenie piasku żwirowego zużytego na budowę kolei.
Więcej informacji znajdujemy o Karczewie (nad strumieniem Karczówką, inaczej Jagodną zwanym). Jest to punkt środkowy dla całej okolicy, a także ognisko władzy administracyjnej reprezentowanej przez wójta. Diehl odnotował, iż Karczew liczy do 3000 mieszkańców, z których połowa żydów. Wymienił najważniejsze obiekty. Uznał jednak, iż osada żadnych osobliwości godnych widzenia nie posiada. O kościele napisał tylko, ze jest obszerny i dobrze utrzymany.
Za szczególnie “godny widzenia” uznany został natomiast Otwock Wielki (dojazd - siedem wiorst- tylko bryczką, najlepiej po spadłych rzęsistych deszczach, unika się wtedy kurzu). Park jest bardzo zaniedbany. Imponująco się jednak przedstawia ze względu na rozmaitość i wielkość drzew liściastych i piękne położenie nad wodą. Łatwo też sobie przedstawić, jaką kiedyś był park ozdobą pałacu, ruiny którego (...) malowniczo ponad jeziorem wyglądają.
Z dalszych wycieczek E. Diehl polecał wyjazd (pociągiem na stacyję Pilawa, a następnie cztery wiorsty furmanką) do huty szkła w Trąbkach. Można tu obserwować proces produkcji, kupić atrakcyjne wyroby. W pobliskim parku urządzono wielki zwierzyniec (kilkadziesiąt jeleni i saren). Sama zaś miejscowość jest bardzo urozmaicona i odmienna od monotonnych widoków lasów sosnowych, otaczających Otwock od samego Wawra. Nadwiślańską koleją można wybrać się jeszcze dalej: do Nowej Aleksandryi (czyli Puław), do Kazimierza i Nałęczowa...
E. Diehl przedstawił trasy wycieczek, na które warto wyruszać z Otwocka. Ponad trzydzieści lat później ukazał się przewodnik opisujący uroki wycieczki do Otwocka. Jego autorem jest Aleksander Janowski, twórca Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, które zachęcało: przez poznanie do umiłowania kraju, przez umiłowanie do czynów ofiarnych (1906 r. – czas wyzwolenia się wielu polskich inicjatyw). Tytuł przewodnika jest trochę mylący, nie wyjaśnia, że wycieczka prowadzi do Otwocka ...Wielkiego. Przypomnienie świetności i upadku tutejszej rezydencji wymagałyby osobnego omówienia. Teraz natomiast, aby naprawić przeoczenie(?) “naszego” Diehla, trudno nie przytoczyć opinii A. Janowskiego o karczewskim kościele: Jest to piękny w linjach, pysznie komponowany barok, bardzo bliski kościoła wizytek w Warszawie i Kamedułów na Bielanach...
Otwock, ale który? Nazwa długo pobudzała do różnych odniesień. Warto zwrócić uwagę, że na okładce książki E. Diehla, która dotyczy przecież już “nowych” Willi, znajduje się ilustracja ukazująca... zamek w Otwocku Wielkim. W naszym “rodowodowym” cyklu przenikanie się znaczeń jest szczególnie warte odnotowania. Przypomina – jak napisał Cezary Jellenta - że Otwock Wielki był macierzą Uzdrowiska.