Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Nasze "Sosny", nasz Jellenta

autor: Stanisław Zając

Nic nie poradzimy. Najbardziej naturalnym sposobem przywoływania przeszłości są rocznice – odmierzane cyklem wieków, dekad, pięcioleci... Przypomnijmy więc dwa – wiążące się ze sobą i ważne dla historii naszego miasta – wydarzenia sprzed sześćdziesięciu pięciu lat, a więc z roku 1935. Ukazała się wtedy książka “ Otwockie sosny” oraz zmarł, w Otwocku, jej autor - Cezary Jellenta. 

 
Monografia i...
Zwykle mówi się, iż Otwockie sosny są pierwszą monografią naszego miasta. To pozornie oczywiste stwierdzenie wymagałoby pewnych uzupełnień. Rocznicową książkę można uznać nie tylko za pierwszą, ale też za jedyną monografię Otwocka. Żadna inna publikacja nie przedstawiła w sposób tak pełny opisu naszego miasta. Autor określił swój cel jako próbę wszechstronnego ujęcia tematu Otwocka. Książka łączy w sobie informacje pochodzące z różnych dziedzin. Zaczyna się od szeroko rozumianej “historii naturalnej” (rozdział Dziwy geologiczne oraz Niedobitki Puszczy Otwockiej). Uwzględnia - wykraczając poza administracyjnie wykreślone granice - “historię ludzką” (rozdziały Wspomnienia i chluby własne i sąsiedzkie oraz Macierz Uzdrowiska – Otwock Wielki). Takie ujęcie nie jest próbą przywłaszczenia dziejów okolicznych miejscowości, lecz zachowania żywej tkanki historii. Najwięcej miejsca poświęca jednak Autor współczesnemu fenomenowi miasta-uzdrowiska. Ten panoramiczny obraz, jak elementy mozaiki, współtworzą wyraźnie zarysowane detale, poszczególne sytuacje, obiekty, postacie (Areopag lekarski)... Niektóre z nich są dziś unikalnym zapisem, niezastąpionym źródłem historycznym do poznania Otwocka z lat trzydziestych. Wiele refleksji – z perspektywy minionego czasu - wywołać musi ostatni rozdział (Perspektywy przyszłości). Zawiera on wezwanie, aby utrzymać klimat i powietrze, aby zachować w czystości bezcenne złoża piaskowe... Znajdziemy tu też konkretniejsze zagadnienia – przykładowo: co zagości w Kasynie?
Spróbujmy jednak odczytać Otwockie sosny nie tylko jako bogaty zbiór informacji. Wtedy okazać może się – oczywiście, opinia to subiektywna - iż książka Cezarego Jellenty nie jest wcale monografią. Niech nas nie zmyli skrupulatność i rzetelność szczegółów, zamieszczone fotografie, przywoływanie naukowych publikacji, a nawet deklaracja Autora, że Otwock stał się godnym i wprost domagał się monograficznego zobrazowania... Otrzymaliśmy coś znacznie więcej niż monografię - fascynująco napisany utwór, w którego formie można doszukiwać się reportażu, eseju, dziennika ze swoistej podróży... Utwór ukazujący nie tylko materialną, ale również duchową topografię Otwocka.
 
Autor
Czyż mogło być inaczej, skoro jego Autor prawie przez pół wieku należał do polskiej elity literackiej? Pisał szkice krytyczne i filozoficzne, wiersze, nowele, powieści. Był popularyzatorem polskiej kultury w kraju (dzięki audycjom radiowym), a także jej prawdziwym ambasadorem podczas odczytów w wielu państwach europejskich. Nic dziwnego, że nasze Otwockie sosny zawierają wiele, niekiedy lapidarnych, impresji urzekających do dziś swoim mistrzostwem. Ot, chociażby taką: Świder z bogactwem swych ewolucyj i figur to rzeka – powiedziałbyś – która wprzód była na mapie, a później dopiero przeniesiona została w rzeczywistość... Inny przykład. Dla określenia czegoś niezwykłego chętnie używamy dziś słów “magia”, “magiczny” ...Pamiętajmy więc, że Jellenta dostrzegł magiczne działanie Otwocka (w rozdziale Magja Otwocka!). 
Najbardziej chyba osobisty fragment książki dotyczy fenomenu określonego jako motyw pogody. Trudno uniknąć skojarzenia, iż tenże motyw pogody, łączący mikro- i makrokosmos, godzący życie i śmierć zawsze był przywilejem starych mistrzów. Jellenta pisze: Ilekroć wychodzi się na spacer wieczorem, a zawsze jest pogodny – powietrze uderza jakąś krzepotą; nazywają ją tutaj “powietrzem mahoniowem”, a że zmrok jest dość gęsty, więc się zapomina, że ta moc, jednocząca z życiem, płynie nad skrawkiem ziemi tak niewyszukanym, niefenomenalnym, niezapisanym między teatralne scenerie natury niby tak sobie pospolitym, ale przez dobrego geniusza natchnionym, żeby czynił ludziom dobrze.
Niestety, mahoniowe powietrze nie przedłużyło życia schorowanego organizmu. Autor Otwockich sosen zamarł 1 września 1935 r. w mieście, które zdążył opisać. 
 
Opinie i pamięć
Cezary Jellenta jako aktywny twórca i krytyk spotykał się z wieloma pochwałami i polemikami. Warto przypomnieć - pozornie mało znaczącą - opinię, jaką w 1903 r. na łamach “Głosu” przedstawił Stanisław Brzozowski: Od starszego pokolenia, z wyjątkiem tych, którzy tak dalece swą sprawę naszą uczynili, że ich za swoich wprost poczytać musimy (Jellenta, Matuszewski i inni, w ogóle młodość i starość nie są tu ściśle współmierne z wiekiem) przestaliśmy się już czegokolwiek spodziewać... Rzecz dotyczyła pojmowania “nowej sztuki”, jednak nie to jest istotne, aby zastanowić się nad meandrami ludzkiego żywota. Brzozowski był młodszy od Jellenty o siedemnaście lat. Zmarł jednak znacznie wcześniej – w 1911 r. Czy mógł przypuszczać, że oprócz zbliżonych poglądów na sztukę połączy ich “choroba płucna”, przed którą ratunku będą szukać – wprawdzie w różnym czasie, ale w tym samym miejscu – w pogodzie otwockich sosen?
Postać Cezarego Jellenty jest nam znana i jednocześnie zapomniana. O naszym Autorze pisałem na łamach “Gazety Otwockiej” przed pięciu laty. Apelowałem wtedy – w sześćdziesiątą rocznicę ukazania się Otwockich sosen – o potrzebę uczczenia pamięci Jellenty. Bez rezultatu. Czyżby nie zasłużył na symboliczną wdzięczność miasta, któremu wzniósł literacki pomnik? Formy upamiętnienia mogą być intrygująco różne. Jest to wyzwanie, jakie daje bogata osobowość i dorobek artystyczny naszego Jellenty. Czy podobny apel trzeba będzie powtórzyć za kolejne pięć lat?