Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

8. Spalenie Posterunku Milicji

Przy dworcu kolejowym

7 maja 1981 roku, gdy rozjuszony tłum chciał zlinczować milicjantów, ocalili ich znienawidzeni przez reżim działacze opozycji. 

Zaczęło się od incydentu w dworcowym bufecie. Ekspedientka, podczas dyskusji o kaucję, zagroziła dwóm pijanym mężczyznom, że zadzwoni po milicję. Chuligani, uzbrojeni w kamienie, ruszyli na posterunek, gdy wybili kilka szyb, brutalnie zostali zatrzymani przez milicjantów. Pod posterunkiem zaczął gromadzić się tłum nerwowo reagujący na krzyki aresztowanych. Po chwili z tłumu zaczęły rozlegać się głosy, że należy rozprawić się z milicjantami.
Tłum stawał się coraz bardziej agresywny. Próbowano wyważyć drzwi do posterunku oraz domagano się wydania jednego z milicjantów, uważanego za szczególnie agresywnego.
Zaalarmowani zostali ludzie z Solidarności, na miejscu zajść pojawił się szef Komisji Interwencji Praworządności Regionu Mazowsze – Zbigniew Romaszewski. Wiedząc o łamaniu prawa przez milicjantów, musiał jednak stanąć w ich obronie.
W tym samym czasie na miejscu pojawili się prokurator, komendant MO i oddziały ZOMO. Czekały na rozkaz pacyfikacji, jednak wszyscy zdawali sobie sprawę, że może to zaognić i tak trudną sytuację w całym kraju. Przedstawicielom Solidarności udało się przekonać prokuratora, by wstrzymał akcję.
Wśród tłumu pojawiły się plotki, jakoby milicjanci pobili do nieprzytomności obu chuliganów. W tłumie zawrzało. Posterunek Milicji polany został benzyną, nawoływano: Solidarność! Wychodzić, podpalamy.
W ostatniej chwili pojawili się Zbigniew Bujak i Adam Michnik, wraz z nimi przyjechali zatrzymani, którzy przedstawili się przez megafon. Adam Michnik tłumaczył, że obaj zatrzymani są wolni, 
i dał gwarancję, że nie zostaną ponownie zatrzymani. Deklarował, że w przypadku aresztowania on sam także pojawi się pod posterunkiem.
O trzeciej w nocy tłum zaczął się rozchodzić, zamieszki jednak nadal trwały. Po południu następnego dnia pod posterunkiem zebrała się grupa, która go podpaliła. Utrudniano pracę straży pożarnej, w skutek czego do godziny 19 budynek spłonął doszczętnie.
Po mieście krążyły grupy chuliganów próbujące niszczyć sklepy i wagony stojące na bocznicach. Działacze otwockiej Solidarności apelowali o spokój. Miasta zaczęły pilnować patrole składające się ze związkowców i ochotników, zastąpiły one milicjantów, którzy zniknęli z ulic.