Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

To i owo

autor: Echo

W 1909 roku ukazał się 1. numer „Letniska” - pisma redagowanego i wydawanego przez p. E. Grabowskiego. Pisał o nim w poprzednim numerze „Gazety” Leszek Smolak. Przedstawiamy Państwu fragmenty dotyczące Otwocka, wówczas miejscowości letniskowo-uzdrowiskowej. (pisownia oryginalna)

 Stacja podmiejska!... Otwock!... Zajęty... Stacja! Otwock! Dzwoniono! Po długich i ciężkich cierpieniach milutki głosik szumi mi w ucho: „kto mówi?” - Składam ukłon stylowy, jak Walczak w pas des deux: - „Echo” - „Ach!” - „Czy wolno mi z kolei zapytać o imię?” Cichy śmiech perłami sypie w moje ucho: przypuśćmy Ignota... A pan pragnął rozmawiać... z kim? - „Z Opinią” - „Och” - lekceważący głosik szybko rzuca niedbale słowa: „Opinia, Opinia, stara, nudna Opinia mieszka gdzieś na Chłopskiem...” Nie wiem, telefonu tam niema”... Trach, rzucono słuchawkę. 

Ach, ten głosik, ten głosik! Eolskiej harfy boski ton, harmonia niebiańska... A, ona ona... Zgaduje: cud, bóstwo!... Jadę do Otwocka... No... tak... interwiew z Opinią... A może, może z tamtą nieznaną... Bogowie, gdybyż traf szczęśliwy!... Jadę!... 
Zaułkami, wertepami, odłogimi ugorami idę, idę, idę. Przed chatą ubożuchną stawam - „Jej Dostojność Opinia?” - „Proszę!” 
W mroku izby, resztkami dawnej świetności przystrojonej, na stolcu złotoszczerym, o posągowej, klasycznej twarzy siedzi Opinia srebrnowłosa... Mięszam się. - Łaskawym ruchem ręki przyzwany, stąpam z powagą Reda - Cesarza z „Krysi Leśniczanki”. 
„Ktoś jest młodzieńcze?” - „Zakładamy organ, trąbę Jerychońską, piorun Jowiszowy, Rewolwer na zabicie grzechu śmiertelnego okolic podmiejskich... Informacyjno-społeczno-literacko...” - „Dosyć... - Kto jesteś?” - „Echo, Wasza Dostojności”. - „Rozumiem cię, Echo, dziecko niepraktyczne, pachole płoche. Odmawiam ci mego zdania o Otwocku, żal mi twoich lat młodych. Prawdę więc ludziom chcesz mówić, gorycz chcesz mieć za napój, korzonki za strawę i bose nożyny? Idź pachole złotowłose, idź do samozwanki, Plotki, a jeżeli cię jej uśmiechy nie znudzą, jej głosik nie upoi, a złotem i zaszczytami pogardzisz, wówczas porzuć feljeton, zostań reporterem i u moich stań progów”. 
Zaułkami, wertepami, odłogimi ugorami idę, idę, idę... Na Kościelnej ulicy mijam cud dziewoję: gracya, krasa, elegancya, szyk paryzki, oczy gwiazdy, płowe włosy, usta z róży, płeć, jak pianka... „Paziku mój skrzydlaty, Echo miłe. „Otom z soli słup... Srebrny śmiech... Ten śmiech... Ona! - „Dziwi cię? ja wszystko wiem: byłeś u Opinii i cóż?” - „Nic” - „Ha, ha!” „Podaj mi ramię! Jesteś dyskretnym? I pragniesz napisać feljeton?” - „O tak!” - „Tylko widzisz, mój paziku, ja nie wiem... bo wiem dużo, lecz powtarzać tego nie można... wszelako pod sekretem ci powiem. Musisz się zoryentować co robimy, jak żyjemy; potem szukaj sam. Lecz z tego, co mówię, ani słowa... Ach, Echo, słyszałeś co za skandal? W pociągu pospiesznym kobieta powiła dziecię niespodziewanie. Fi donc! taka awantura nie powinna się zdarzyć kobiecie moderne. Ale nie o nią chodzi... Gwałt, rwetes. Doktora! doktora!... Pół godziny cierpień, pół godziny ciężkiego oczekiwania nim namówiono jednego z doktorów, aby raczył... „O tak rannej godzinie, to moja pani...” burczał doktór, opatrując chorą. Prawda, była dopiero 7 rano. A pociąg pospieszny czekał, czekał; liczni pasażerowie czekali, czekali... Echo, a wiesz o balu?... - „Popiołem głowę mi posypano, strawiłem zepustne pączki, śledzie jem...” - „Więc?” - „Spóźniona wiadomość...” - „Ale bal kostyumowy w „Spójni!” W bogatym stroju urocza gejsza, dr. Czaplicka, dziewoja polska w kontusiku niebieskim z białemi wyłogami p. Podolska, hoża kujawianka p. Karczewska! A cyganka p. Szcześnicka, a księżna Lubiańska, a dzielne tany pod wodzą art. m. Pruszczyńskiego...? „Urocza, boska! post, post!” - „Postnej chcesz strawy? Echo, sylfie niedobry, nawet wspomnienia płochości bronisz? Dobrze, kochasiu!... Zrób ponurą minę! Mankietnik osiadł między nami; nie chciano mu nigdzie wynająć mieszkania, aż stelmach jakiś, złudzony większą zapłatą... I osiadł! Lub myślisz może, błądząc po Otwocku wśród śmiecia i brudu żydowskiej dzielnicy, że nie mamy sanitarnej komisyi? Powiem ci do ucha... Nie wierzysz?... Postaram się o dowody. „Spójnia” - o balach mówić nie dasz - teraz post, odczytów pora? Owszem będą odczyty! jakżeby być nie miały? Lecz... data ściślejsza jeszcze nie wiadoma... Już zwrócił się zarząd do „Kultury”, prosi o prelegentów, lecz... jakoś... jeszcze... Post ubiega? Zwolna, miłe Echo! Teraz się z tobą sensacyą podzielę: czy wiesz, kochasiu, że obowiązkiem sanatoryów jest ścisła dezynfekcya pościeli, pokoju, po chorych piersiowych, którzy opuścili zajmowane lokum dla lepszej, małe o! lepszej, niż na tym łez padole, bezkresnej wieczności? Nawet bywa stosowanem palenie materaców, pościeli, - naturalnie na koszt rodziny nieboszczyka. Otóż, podobno jak najnowsze badania wykazały, jest to barbarzyński zwyczaj; wystarcza dobre przetrzepanie na świeżem powietrzu. Naturalnie wynalazcą jest doktór sanatoryjny, metodę tę podobno zaczyna stosować... Ale to nie dotyczy wcale rachunków wystawianych spadkobiercom... - „Pani, kto jesteś?!” - „Wyrzekłeś słowo, które jest mojem fatum, zaklęciem. Muszę znikać!... Czemuś fatalne wypowiedział słowo?!... Żegnam...” Zniknęła... Czemóż to zapytanie?! Opieram się o płotek przydrożny i osowiałym wodzę wokoło wzrokiem. A mój feljeton, co z nim zrobię? Ah! Wiem. Napiszę artykuł: wpływ letników na ludność miejscową, jej charakter, zwyczaje, gwarę... 
- „Jakże tam Kaśka Leśniczanka”?
- „A moiście wy, widzita, tako ci była „siupśtelno”, a tero z dzieciakiem chodzi!”
Eureka, Eureka! notuję: „gwara ludowa uszlachetnia się pod wpływem poprawnej Warszawiaków mowy, język ludowy nowe zdobywa bogactwa, choć kazi je w brzmieniu, lecz właściwie stosując”...
- „Przepraszam, pan przed chwilą rozmawiał z uroczą panną Plotką...” 
Więc to była Plotka!!... Opinio! Wasza Dostojności, załączam niniejszą notatkę do korrekty Waszej Dostojności.
 

Otwock

Zwołane na żądanie starszego sołtysa dr. Gejslera, który zgłosił swoją rezygnację, zebranie gminne odbyło się w dniu 7 bm. w lokalu szkoły przy licznym udziale ubywateli miejscowych.

Wśród chaotycznych rozpraw, poprzedzających powzięcie uchwały, wyłoniła się kwestya uposażenia sołtysów.
Wybrawszy w swoim czasie p. Gejslera na starszego sołtysa, zebranie gminne uchwaliło 250 rb. dodatku na kncelaryę jego, raczej, jak w dłuższem przemówieniu wyjaśnił p. Dąbrowski, na utworzenie oddziału adresowego pod zarządem p. Gejslera; ponieważ oddział rzeczony nie został zorganizowany, więc zebranie nadal powinno odmówić dodatku dla starszego sołtysa. Twierdzeniu p. Dąbrowskiego oponował wójt p. Aleksy Trzaskowski, powołując się na odpowiedni protokuł posiedzenia gminnego. Rzeczywiście okazało się, że w protokule nie było wzmianki o żadnem „adresowym oddziale”, lecz - wprost zapisano „na kancelarję”. Postawiony przez p. Dąbrowskiego wniosek, aby zażądać rachunków z wydatkowania kwoty powyższej, upadł w myśl zasady, jak się wyraził jeden z mówców: co było, to było...
Ostatecznie uchwalono: rezygnacyę dr. Gejslera przyjąć, nadal utrzymać trzech sołtysów, uposarzenie ich zrównać i do dawnej przywrócić normy - rubli 7 miesięcznie dla każdego i 142 rub. na rozjazdy dla wszystkich, - wobec nieskończonej trzechletniej kadencji starszego sołtysa wstrzymać się od wyboru nowego, aż do zatwierdzenia przez władzę rezygnacji p. Gejzlera. Po zapadnięciu uchwały i podpisaniu odnośnego protokołu, zażądano od wójta zwołania specjalnego zebrania gminnego w celu rozważenia sprawy przeniesienia szkoły gminnej do Otwocka Wielkiego.
Na tem zamknięto posiedzenie.