Kontakt Strona główna Pliki do pobrania english

NEWSLETTER

Podaj swój adres e-mail:

Willa Danuta

autor: Elżbieta Chudzicka, współpraca B. Dudkiewicz

 

Mieszkańcom Otwocka do dziś pozostała mało znana, choć należy do najstarszych murowanych willi otwockich. Wybudowana w 1927 r. pomiędzy ulicami Warszawską i Krasińskiego, przypomina typowe XIX-wieczne budownictwo. Wśród dzisiejszych mieszkańców domu nie ma jednomyślności, co do tego, kto ją wybudował. Jedni mówią, że to ksiądz postawił ją dla swojej siostry, inni, że Żyd - fabrykant fajansu, dla córki.
 
Willę „Danutę” wybudował Edward Kasperowicz (ówczesny członek Rady Miasta Otwocka) na ponadhektarowym terenie zakupionym w 1926 r. Stanowiła weselne wiano jego córki Marii Kasperowiczówny.
Kasperowicz był znaną w Otwocku postacią. Wydawał i redagował czasopismo „Otwock Uzdrowisko”. Jak pisze we własnym życiorysie, przez 40 lat pracował w Zakładach Ceramicznych „Pustelnik” w Warszawie, „...początkowo – podaje – jako korespondent, następnie jako główny buchalter, a ostatnie piętnaście lat jako dyrektor handlowy tej firmy”. Był radcą w Izbie Przemysłowo-Handlowej w Warszawie. Udzielał się w klubie „Spójnia”, którego był  współzałożycielem, był także prezesem Komisji Rewizyjnej Związku Uzdrowisk Polskich. Promował Otwock jako miasto - uzdrowisko.
- Willę „Danuta” dziadek wybudował dla mojej mamy w dwa lata po tym, jak rozwiodła się z moim ojcem Marianem Szmidt vel Kowalskim i wyszła za dyrektora Szkoły Podstawowej im. Wł. Reymonta – Henryka Lotholca - wspomina wnuczka Edwarda Kasperowicza Danuta Reutt. - Przedtem mieszkaliśmy razem z dziadkiem, aż do 1928 roku, w „Kasperowiczówce” przy ul. Prusa (dziś mieszkają tam siostry zakonne). Potem mój wuj Zbigniew ożenił się i zamieszkał z żoną u dziadka, a nam dziadek wybudował ten dom.
Piętrowa willa wybudowana z myślą o wygodzie ukochanej córki i wnuczki posiadała na parterze cztery pokoje z łazienką, bardzo nowoczesną, z bieżącą wodą i kanalizacją, oraz pomieszczenia kuchenne, gdzie urzędowały pokojówka i kucharka.
Drewniane schody wiodły na piętro do pięciu pokoi i łazienki. Willa była podpiwniczona. Okna - według ówczesnej mody – wysokie, proste, posiadały wewnętrzne okiennice, składane harmonijkowo, zamykane od środka. Drzwi balkonowe – bardzo duże, dwuskrzydłowe również chroniły okiennice, tyle że zewnętrzne. Pokoje w willi były duże i bardzo wysokie, ogrzewano je węglem. Do dziś zachowały się piece o pięknych kolorowych kaflach.
- Wszystkie pokoje miały piękne dębowe posadzki. W mojej pamięci – mówi pani Danuta - pozostał uroczy salon, duży słoneczny z półokrągłą niszą okienną i pokój na górze z prawej strony – mój pokój dziecinny.
Willa miała dwa duże tarasy na parterze i piętrze. Jedyną ozdobą tych tarasów są do dziś zachowane balustradki z betonowymi ozdobnymi filarkami. Podobne ozdoby umieszczono u szczytu kopertowego dachu. Dach jak w wielu innych willach kryła czerwona dachówka, pod nią mieścił się rozległy strych. Wykończenie dachu i tarasów stanowi ozdobny gzyms, do dziś zachowany w całkiem dobrym stanie. Na bocznej ścianie budynku widniał napis DANUTA.
- Tak nazwał willę dziadek. Nadał jej moje imię, ponieważ byłam jego ukochaną wnuczką – wspomina pani Danuta. - Ja również bardzo go kochałam. Napis był wykonany dużymi czarnymi literami. Willę otaczał pięknie utrzymany ogród. 
Po lewej stronie drogi dojazdowej stał domek ogrodnika, stajnia i wozownia. Tam państwo Lotholcowie trzymali bryczkę i konia. W głębi znajdował się ogród warzywny i inspekty, dalej sad i park leśny.
- Wzdłuż domu na granicy z parkiem biegła aleja wysadzana różami. Były tak piękne, że zachowałam je w mojej pamięci do dziś – mówi pani Danuta. - Park przecinały alejki, przy których stały ławeczki, a koń był młody i płochliwy. Nazywałam go Koniś - dodaje.
Przez krótki okres czasu państwo Lotholc prowadzi w willi mały pensjonat. To trwało bardzo krótko – wspomina córka pani Marii – rok albo półtora. Pamiętam, że przebywało wtedy w domu trzech, czterech pensjonariuszy, a ja płatałam im figle. Miałam psa dobermana, którego często napuszczałam na nich. On nigdy nikogo nie ugryzł, ale potrafił złapać za sukienkę czy kapelusz. Byłam czupurnym stworzeniem, a ponieważ byłam jedynaczką, to nudzi łam się w domu. Stąd te psoty. Pamiętam – dodaje - że jeździć na łyżwach nauczyłam się w rowie przy nasypie kolejowym. Tam zawsze stała woda, a zimą był lód.
Jak długo mieszkali państwo Lotholcowie w willi? W 1934 r. Henryk Lotholc dostaje ofertę pracy w Warszawie. Przyjmuje ją i wraz z rodziną opuszcza Otwock.
- Otwock opuścili też wujostwo i dziadek – mówi pani Danuta. - Sprzedali „Kasperowiczówkę”, wuj zamieszkał na Żoliborzu. Dziadek ożenił się powtórnie w 1939 r. i też wyprowadził do Warszawy. Willę mama wynajęła żydowskiemu małżeństwu, a następnie ją sprzedała.
Księga wieczysta posiadłości zaginęła w zawierusze II wojny światowej. Ze zrekonstruowanej przed Sądem Okręgowym w Warszawie w 1949 r. nowej KW wynika, że parę lat przed wybuchem II wojny światowej w willi „Danuta” mieszka adwokackie małżeństwo - Lazar (Lejzor) i Szajna Bromsowie z Warszawy. Lajzar (bo i taka wersja jego imienia występuje w niektórych dokumentach) Broms zginął w czasie okupacji niemieckiej w styczniu 1940 r. Majątek po nim przejęła żona, ale i ona zginęła w czasie likwidacji getta otwockiego 19. IV.
1942 r. Jedyną spadkobierczynią pozostała siostra pani Bromsowej Rachela Regina Bogaty.
Regina Bogaty długo nie może przejąć majątku, musi udowodnić w sądzie swoje do niego prawa. Księgi wieczystej nie ma, a dokumentów też zachowało się niewiele.
W uznaniu jej praw pomogły zeznania świadków: Róży Center i Zdzisława Zawadzkiego na rozprawie sądowej w lutym 1948 r. Co działo się w czasie wojny w murach willi – nie wiadomo. Dopiero w 1944 r. wprowadza się pierwszy lokator – Józef Konca. W Otwocku w latach powojennych gra w otwockim OKS-ie. Pod koniec 1949 r. w willi meldują się małżonkowie Wiktor i Filomena Stokowscy.
- Sprowadziliśmy się do „Danuty” jesienią ’49 roku – wspomina syn p. Stokowskich - Franciszek. - Przyjechaliśmy do Otwocka z Podlasia. Zamieszkaliśmy w jednym pokoju z kuchnią, będącym częścią mieszkania Stefana Stolarczyka, naszego krewnego. Stolarczyk był wówczas we władzach Otwocka, zajmował na parterze willi dwa pokoje z kuchnią i łazienką. Na górze – mówi pan Franciszek - mieszkało dwóch ministrów. Po jednej stronie Karol Popiel - minister żeglugi, po drugiej nie pamiętam już czego minister - Gede. Tak naprawdę to oni w willi nie mieszkali. Rezydowali w stolicy, a do Otwocka przyjeżdżali tylko na odpoczynek.
Regina Bogaty nie cieszy się odzyskanym majątkiem, mimo iż prawnie jest jego właścicielką. Dom jest pełen lokatorów - meldowanych i nie meldowanych. Do pierwszych należą Kuncowie, Stokowscy i Maria Świderek – siostra ministra Popiela, do drugich obydwaj ministrowie i rodzice ministra Gede. 
W maju 1950 r. Pani Regina Bogaty sprzedaje nieruchomość z lokatorami Janinie Jaromińskiej z Warszawy.
- W 1950 roku do willi wprowadził się Stanisław Jaromiński, mąż Janinyzamieszkał tu sam – wspomina pan Franciszek. - Jego żona nigdy w willi nie mieszkała – chyba że przyjechała z córką Ewą na parę dni na letnisko.
Właściwie Stanisław Jaromiński wprowadził się nie do willi, ale do domku ogrodnika, bo w willi wszystkie lokale były zajęte.
Po wojnie jego majątek został znacjonalizowany i przeprowadzając się do Otwocka przywiózł z Warszawy resztki ocalałych maszyn. - Pamiętam tę przeprowadzkę, bo pomagałem nosić je do garażu - wspomina pan Franciszek. - Zarobiłem wtedy parę drobnych na ciastka.
Jaromiński jest człowiekiem czynu. Ma żyłkę do biznesu, więc w niedługim czasie uruchamia nowe przedsięwzięcie. Przy budynku rosną dwie morwy. Gospodarz sprowadza jedwabniki i zakłada hodowlę. - Przez jakiś czas całkiem dobrze hodowla funkcjonowała - wspomina Franciszek Stokowski. – Pamiętam, że uprawiał kwiaty. Hodował je w ogrodzie za domem i sprzedawał, a potem uruchomił produkcję długopisów – miały napis JAR. To był urodzony biznesmen – dodaje.
W październiku 1957 r. Pani Janina przekazuje połowę posiadłości synowi, Leszkowi. Ani pani Janina, ani jej syn w Otwocku nie bywają. Majątkiem zajmuje się ojciec Stanisław. Aż do lat sześćdziesiątych mieszka sam w domku ogrodnika, a produkcję prowadzi w garażu obok.
- Dopóki żył Stanisław, to dobrze nam się z nim żyło – wspomina p. Franciszek. - Dbał o dom, teren, o ogród i park. Jak połowę dostał Leszek, to odgrodził budynek od parku siatką. Alejki zarosły, krzewy ozdobne zdziczały, ozdobna altanka rozpadła się, a budynek wymagał remontu.
Leszek Jaromiński jest architektem i mieszka w Warszawie. Majątek po śmierci rodziców dziedziczy wspólnie z siostrą Ewą. Czyni starania, żeby „Danutę” sprzedać. Czy znajdzie się kupiec, czy dom odzyska dawną świetność?
- Jak jestem w Otwocku – mówi pani Danuta - to zawsze odwiedzam dom. Proszę syna albo wnuka, żebyśmy koło niej przejechali. Ta willa wygląda tak, jakby nie miała właściciela – dodaje ze smutkiem. - Szkoda, to była piękna willa.